Frycowe

25.09.2015

Mam taką teorię że każdy w nowym miejscu, w nowej sytuacji musi zapłacić frycowe.
Taka prawda. Jesteśmy zagubieni, niepewni i ogólnie nieogarnięci. Zawsze mi się wydawało ze ja jakoś daje sobie radę ale pierwsze tygodnie w Strasburgu rozwiały moje płonne nadzieje
Otóż – pewnej pięknej soboty jakoś w połowie września poszliśmy na rodzinny spacer w okolice placu Gutenberga czyli w jedno

z najbardziej turystycznych i jednocześnie pięknych miejsc w mieście.

A tam – targ. Wyglądał swojsko, wiejsko a okazał się tak jakby luksusowy
Moja uwagę od razu zwróciły sery.
Żółte, pachnące, śmierdzące, wspaniale, wielkie- ogromne ciężkie koła.
Chcę!! Chcę kawałek tego sera.
Pani sprzedająca bardzo miła, ledwo mówiąca po angielsku- ja z kolei po francusku nic. Dobra. Próbuje te sery, jeden lepszy od drugiego, mniam mniam- chcę ten.
Pani kroi kawałek- wydawało mi się ze wcale nie duży – przy tym wielkim serowym, młyńskim kole – ot kawałeczek….
Pani wazy, liczy i…. 52 euro.
Zamarłam.
Za kawałek sera. Ponad 200 zł.
Kupiłam półtora kg sera.
Dopiero w domu okazało się ze to nie kawałek a kawał sera. Wielki kawał żółtego sera. Za 52 euro.
Jedliśmy go dwa tygodnie. Codziennie.
Nie mogę patrzeć na żółty ser.

KOMENTARZE

  • Emka

    Dobry ser, wart jest każdych pieniędzy
    Fajne zdjęcia – kibicuję

    • Marzena Sienkiewicz
      Marzena Sienkiewicz

      Ser był dobry, ale na razie omijam targ szerokim łukiem

  • Kamila

    Pani Marzenko! Miałam podobną sytuację w Les Saises! Kawałęk serka za 160 zł…. Świetny blog -pozdrawiam!!!!

    • Marzena Sienkiewicz
      Marzena Sienkiewicz

      Czy też przez czas jakiś nie mogła Pani patrzeć na ser?:)

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA