Kasztany

29.10.2015

Najlepsze kasztany są na Placu Pigalle. Ach jak ten Mikulski to potrafił powiedzieć!

Moja ukochana babcia kochała się skrycie w J23.
I ja te Stawkę większa niż życie darze wielkim sentymentem.
No i te kasztany!

Zawsze byłam ciekawa jak one smakują. Nie byłam do tej pory jakoś wielką podróżniczką, która to kasztany je na śniadanie.

Prawdę mówiąc sporóbowałam je dopiero kilka tygodni temu. Ale po kolei.

Sprzedawane są z takich śmiesznych, uroczych wózeczków – panowie cały dzień tam stoją, obierają te kasztany i je pieką.

Świetnie stać obok i trochę się ogrzać, bo w tym roku ostatnie dni pażdziernika upału raczej nie przynoszą.

I ci panowie tak sobie stoją, pieką i handluja – wiadomo.

Taka porcja wystarczająca dla jednej osoby – 5 euro. Drogo? Tanio? Nie wiem.

W smaku – dla mnie – takie sobie. Moja Julka bardzo je lubi ale ja chyba fanką wielką kasztanów nie jestem.

Przede wszystkim denerwuje mnie obieranie gorącego kasztana. A jak już wystygnie to jest nie do jedzenia.

Spróbować warto – jasne. Można wbić się tu na o wiele większą minę jedzeniową – ale o tym opowiem kiedy indziej.

Bo przecież miałam takie zdarzenie – i to dwa razy!

KOMENTARZE

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA