Choucroute i Baeckeoffe

12.11.2015

Czyli moje wielkie miny jeżeli chodzi o jedzenie.

Kocham mięso. Uwielbiam. I nie chcę przepraszać wegetarian ani nikogo kto tego mięsa nie lubi.

Lubię i już. Dla mnie nie istnieje jadłospis bez mięsa dlatego bardzo często – właściwie zawsze- w restauracji

szukam dania z mięsem.

Tak się stało i tym razem. Pewnej niedzieli – jakoś zaraz po naszym przyjeżdzie z Polski -pojechaliśmy za miasto podziwiać miasteczka rozporoszone po Alzacji.

Zwiedzanie zwiedzaniem, podziwianie, zachwycanie się i robienie zdjęć swoją drogą ale człowiek w końcu głodny jest.

Ja mam jakoś dziwnie coś ustawione w organiźmie że zawsze jak jestem w obcym miejscu robię się głodna.

Pochodziliśmy, poszukaliśmy i oto jest – restauracja z typowym alzackim jadłospisem. Super.

Będąc jeszcze w Polsce naczytałam się jakie to jedzenie pyszne, aromatyczne, wspaniałe. No mniam mniam.

Że mieso i że dużo tego mięsa. Szał. Stąd takie moje parcie na – natychmiast muszę coś zjeść….

Usiedliśmy i wybraliśmy z karty bardzo ładnie brzmiące dania.

Nazwy brzmiały wspaniale. Gorzej jak kelner się pojawił z daniami.

Choucroute- danie z kiszoną kapustą – którą uwielbiam i rzuconym na nią mięsem. Właściwie kawałami mięsiwa, parówką i ziemniakiem. Zamarłam. Zjadłam kapustę- jak sie okazuje Alzacja jest jedynym regionem we Francji gdzie można ją zjeść i kupić. Reszta Francji śmieje się z mieszkańców Alzacji, że jedzą zgniłą kapustę….Co oni wiedzą o jedzeniu- pomyślałam sobie…

 

Tak – zjadłam więc tę kapustę a mąż resztę. Plus jego danie – Baeckeoffe.

Baeckeoffe też mnie zakoczyło. Jest mięso- tak jak chciałam. I jagnięcina. I wołowina. I wieprzowina. I nawet jak mówią niektórzy gotowane jest to wszystko z krowim kopytem (później wyciąganym) ale nie uwierzyłam…

I wszystko w żeliwnym garnku z ziemniakami i marchewką i cebulką i ….nie. O rety długo, długo nie.

Nie wiem. Może ja po prostu nie lubię tak podanego mięsa- wszystko ocieka tłuszczem.

Może ktoś powiedzieć, że paniusia (czyli ja) nie docenia prawdziwego, pysznego jedzenia. Może i nie doceniam ale powiedziałam sobie, że niegdy więcej tego nie zamówię…..

Jakieś trzy tygodnie po mojej jedzeniowej wpadce pojechaliśmy znowu na wycieczkę za miasto. I znowu – wycieczka, zwiedzanie, ja momentalnie głodna. Restauracja, menu, kelner, zamówienie i…..cholera przyniósł dokładnie to samo……

Wyszłam głodna. Julka- jednak nastolatka ma wyczucie – zamówiła bezpiecznie cebulową tartę.

KOMENTARZE

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA