Zegary z kukułką

01.12.2016

Jak widzę zegar z kukułką albo bez kukułki nawet, to od razu staje mi przed oczami dom małej Marzenki i takie właśnie zegary wiszące na ścianie. Mieliśmy w domu dwa. Biły co trzydzieści minut – wybijąjąc pełną godzinę i po dwóch kwadransach –

jedno uderzenie oznajmiające kolejne, odmierzone pół godziny.

 

Oczywiście zegary trzeba było nakręcać…o czym regularnie zapominała moja mama i owe po prostu stawały – czytaj –

zatrzymywały się bez życia.

 

Wtedy do akcji wkraczał mój tata – tata- jak na tatę znad morza przystało- całe życie na tym morzu przepracował.

 

Trochę więc w domu był – trochę go nie było. Zatem jak już był to pierwsze co robił – nakręcał zegary.

 

Śmieszne wspomnienie z dzieciństwa- tata wracał z morza i od razu nakręcał zegary:)

I znowu te kukułki szalały co pół godziny:)

 

Łza mi się zatem w oku zakręciła jak zupełnie niechcący przejeżdzaliśmy ostatnio przez uwielbiany przeze mnie Schwarzwald

 

Tak, tak – ten sam co w „Klinice w Schwarzwaldzie” – serial z dzieciństwa ukochany przez moją mamę;)

 

Jedziemy sobie przez ten Schwarzwald, jedziemy a tu nagle wielkie zegary na kilku domach. Lekko zwariowałam.

Mąż mój oświecił mnie, że to miasteczko Triberg- znane właśnie z produkcji zegarów.

 

 

Poszperałam zatem tu i ówdzie i już też jestem mądra.

 

 

Okazuje się, że Schwarzwald jest znany nie tylko z „Kliniki”:) ale przede wszystkim z produkcji zegarów z kukułką!

 

Już na początku XVIII wieku stał się zegarmistrzowskim zagłębiem Europy. Na samym początku zrobienie zegara

trwało tydzień – po kilku stuleciach dwóch rzemieślników mogło w tym czasie zrobić ich aż dziesięć!

 

Drwal i młyn  – to podobno najpopularniejszy model. Ale jest ich do wyboru do koloru…

Myśliwy, gospodyni domowa, miłośnik piwa. Wszystkie z pięknymi dodatkami.

A tu drzewko, a tu choinka, a tu piesek, a tu spadzisty dach. Oczywiście wszystkie z kukułką. Wiadomo

 

 

Sklep w Schwarzwaldzie z owymi zegarami wprowadził mnie w lekką schizofrenię, bo nie dosyć że było ich tam jakiś

milion to nagle zaczęly bić – prawie wszystkie

 

 

Jak już wyszłam z pierwszego szoku – przeżyłam kolejny – jak spojrzałam na ceny tych perełek…

 

Tanio nie jest – ot taki bardzo skromny zegar- z jednym tylko okienkiem, małym koszyczkiem i bardzo słabą kukułką

– 150 euro

 

 

Wynalazłam też model typu – zrób to sam – za 250 euraków

 

Był też zegar – już nie drewniany – wersją ą ę – pod szklaną kopułą, z makietą księżyca i gwiazd – piękna metafora

jak ten czas płynie – 5517,00 euro. Ot – taki drobiazg pod choinkę…;)

 

 

Więcej cen nie pamiętam…kupiliśmy magnez na lodówkę – mały zegar – wiadomo:)

 

KOMENTARZE

  • Małgosia

    Super opowieść, Pani Marzenko. Dawno Pani nie było.

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA