Paris Paris

20.08.2017

Mam wrażenie się teraz to się narażę większości. Że sprofanuję pewną świętość. Że tak nie można i już. Że trzeba, wypada i należy kochać.

 

Kogo, co?

 

Paryż.

 

Od zawsze słyszałam, że Paryż to taki piękny, wspaniały, romantyczny, och i ach. Że Kasia i Basia i Michał nawet to chcieliby tam mieszkać i że to wymarzone miejsce na ziemi połowy moich znajomych a już większości znajomych moich znajomych. No raj na ziemi, Eldorado,

 

 

 

A ja jakoś specjalnie to wcale nie chciałam tam pojechać. Nie ciągnęło mnie i już. Wieżę Eiffla to widziałam na zdjęciach i w telewizorze, o słynnym Moulin Rouge gdzieś przeczytałam, że z zewnątrz to szału nie ma a bilety na występy kosztują miliony monet. No i morza żadnego nie ma a moją córka stwierdziła, że mi to się podobają tylko takie miejsca gdzie jest morze. Albo ocean lepiej. Jezioro też da radę, ale tylko jeżeli jest to Garda. Albo Balaton. Inaczej wykończą mnie komary. A ja uczulenie przecież mam. I wyglądam jak idź stąd szybko jak taki jeden z drugim mnie dopadną i pogryzą.  Czy też jedna z drugą bo to chyba samice takie złośliwe i żarłoczne…coż…życie..

 

 

Ale o Paryżu miało być.

 

Zatem do tego Paryża nic mnie nie ciągnęło ale dnia któregoś mąż mój oświecił mnie, że ze Strasbourga do Paryża to jeździ TGV – taki francuski Pendolino tylko o wiele szybszy i fajniejszy i że 500 km to robi w dwie godziny. I że możemy przejechać się do Paryża i z powrotem. Tym mnie przekonał. Tym pociągiem. Serio. W końcu nie codziennie jeżdżę pociągiem 320 km/h.

 

I kolejna, rodzinna wycieczka zaplanowana. Spakowali się, wypili kawę rano, zabrali dzieci i hejże do TGV.

 

Przyjechał skubany pięć minut wcześniej i odjechał z punktualnością szwajcarskiego zegarka. Jedzie, jedzie pięć minut – spokojnie jedzie – i nagle jak  zaczął nabierać szybkości to myślałam, że mi uszy pękną. Normalnie 290, 295, 300, 310 km/h. Szał.

 

Dwie godziny szybko minęły na zabawie autkami z Kubusiem i wysiedliśmy na Paris Est. Cóż. Nie padłam na kolana z zachwytu ale dałam sobie czas.

 

Przed wyjazdem postanowiliśmy, że po mieście będziemy poruszać się metrem. Chyba jeden z lepszych pomysłów ever bo metro w Paryżu jest chyba wszędzie. Ma 16 linii – 14 podstawowych i dwie linie bis – i można poruszać się nim po całym mieście – a właściwie pod całym miastem bo labirynty korytarzy wyglądają dosłownie jak podziemne miasto. I jest trochę przerażające – normalnie jak na filmie. Trafiliśmy na jakiś starszy skład i myślałam, że wyrzuci nas z tego wagonika, ale inni pasażerowie niewzruszenie zachowywali obojętne miny więc uznałam, że nie ma się czym przejmować i trzęsłam się dalej.

 

 

 

 

 

 

Wyszliśmy na świat i pierwsze co mnie przywitało w tym pięknym, romantycznym mieście to zwyczajna ulewa. Myślałam, że mnie szlag trafi. Od tygodnia sprawdzałam prognozę pogody i w telefonie i w telewizorze i na siedem słonecznych dni przypadał jeden deszczowy. Ten nasz dzień właśnie. Ok – niby wiedziałam, że będzie padać ale prawdę mówiąc nie do końca wierzyłam mojemu ajfonowi w kwestii tej pogody. A tu skubany się nie pomylił. Ale myślę sobie – nie dam się! Nie jestem z cukru! Dam radę! Ja i moje stado. A i tak pewnie za chwilę przestanie padać. Nie przestało. Dopiero po dwóch – trzech godzinach mogliśmy zdjąć z siebie urocze peleryny i złożyć parasole. Spoko. Zwiedzamy dalej.

 

 

Paryż to piękne miasto – muszę to przyznać – zachwyciły mnie kamienice, które uwielbiam i fotografuję z wielką namiętnością. Ale już reszta – kolokwialnie mówiąc – dupy nie urwała. Uwaga – zacznie się narzekanie! Wieża Eiffla – super ale tylko po zmroku. Oświetlona robi wrażenie. W ciagu dnia – jakaś taka nie jak na zdjęciach – myślałam, ze jest wyższa. Pod wieżą – królestwo badziewia – magnesy, flagi, podkładki, małe wieże, większe wieże, duże wieże, długopisy, kubki. Wszystko. I hordy turystów. I wszyscy robią zdjęcia. To akurat naturalne. My też strzelaliśmy foty. Jakieś 20. Albo i 25.

 

 

 

Kolejna świętość, jaka mnie rozczarowała w Paryżu to Luwr. A raczej piramida, która jest wejściem do Muzeum. Też nie taka jak na przykład w „Kodzie Da Vinci” I znowu tłumy turystów. Czepiam się? Pewnie się czepiam ale jakoś to sobie wszystko inaczej wyobrażałam.

 

 

Łuk Triumfalny? Przyznaję – robi wrażenie. Otwierając – czy jak kto woli- zamykając Avenue des Champs Elysees. Przypomniało mi się, że to właśnie na tym rondzie- dookoła Łuku jeżdzili w kółko Grizłoldowie:) Pamiętacie? A Avenue des Champs Elysees – piękna, reprezentacyjna aleja ze sklepami, kinami, restauracjami – w których tanio nie jest;) i znowu tłumem turystów. Weszliśmy do jednej z przyjemnych i przyciągających oko kawiarni na szybką kawę i jak się okazało – i na wołowinkę i na sałatkę i ciastko nawet. I tu pojawił się kelner- mistrz świata. Uśmiechnięty, żartujący ( co z tego, że ze swoich żartów śmiał się głównie on sam) i serio miły. A jak się dowiedział, że my z Polski ryknął z wielkim uśmiechem na ustach – LEWANDOWSKI! Wiadomo;) Pogadaliśmy jeszcze chwilę o Nejmarze- który właśnie przeszedł do Paris Saint Germain i o naszym Krychowiaku który tam grzeje ławę i rozstaliśmy się jak najlepsi przyjaciele.

 

 

 

Dobra – raz mnie zatkało w tym Paryżu. Jak trafiłam na sklep z perfumami z róż. Piękny, wspaniały, obłędny, pachnący i koszmarnie drogi. Zrobiłam zdjęcie, pogadałam z panią, powąchałam kilka cudów i tyle. Ale piękny był. Mogłabym tam pracować. Albo siedzieć przed i gapić się na niego całymi dniami.

 

 

Ogólne wrażenie? Fajnie, że tam byłam i utwierdziłam się w przekonaniu, że Paryż to nie moja bajka. Nie moje miasto. Pewnie dlatego, że nie ma morza.

 

 

Moim zdaniem szału nie ma. A teraz hejtujcie;)

 

 

 

KOMENTARZE

  • Małgorzata

    Pani Marzenko,

    super opowieść o Paryżu ! Gratuluję talentu pisarskiego. Więcej takich tekstów.

    • Marzena Sienkiewicz
      Marzena Sienkiewicz

      Pani Małgorzato,
      bardzo dziękuję za te słowa!
      Tekstów będzie więcej! Obiecuję!:)

  • Ania

    Czytałam z zapartym tchem. Świetny tekst. Fajne foty. Pozdrowienia serdeczne z Pomorza:) Pani Marzeno proszę pisać częściej, w miarę mozliwosci oczywiscie:)

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA