Leć Adam, leć!!!

15.12.2017

Z czym kojarzy Wam się zima?

 

Śnieg, zimno, Boże Narodzenia, zimowe opony, breja na ulicach- wiadomo.

 

Mnie zima kojarzy się z jeszcze jednym zjawiskiem – zima to skoki narciarskie!

 

Ile razy siedząc w fotelu słyszałam głos mojego ukochanego Włodka Szaranowicza i magiczne hasło- Leeeeeć Adaaam, leeeeeeć!

 

O rety, ale to były czasy….A czy Małysz to na pewno je tę bułkę z bananem? I że Hannawald to na bank też tak je , bo ma coraz lepsze wyniki.

 

I zawsze nurtujący mnie problem – 1 stycznia z bólem głowy – który umówmy się wcale nie był mały – po co oni skaczą w Nowy Rok???

 

Tym przydługim wstępem chcę się Wam zwierzyć, że zawsze – ale to zawsze chciałam pojechać na konkurs takich skoków.

 

No nie w Nowy Rok wiadomo – bo kto by zmęczony w fotelu siedział? Ale tak w grudniu jakimś, albo w styczniu?

 

Pojechałam! Na skocznię! I to nie byle gdzie bo do samego Garmisch- Partenkirchen.

 

Czyli tam, gdzie skaczą w Nowy Rok. Tylko ja pojechałam w sierpniu, było jakieś plus milion  na termometrze i skocznia z igielitem.

 

Ale i tak szał – serio!!!

 

 

Moje postanowienie, żeby pojechać na skocznię w zimie nabrało jeszcze większej mocy!!!

 

A że moje motto to – im bardziej wierzysz w coś to to na bank się ziści (naczytałam się kiedyś motywujących przewodników) – to się spełniło!!!

 

Kupiliśmy bilety na skoki w Titisee neustadt w Niemczech. Panie Boże jaki szał!

 

Ubraliśmy się jak na Syberię, wsiedliśmy do auta i fruuu…jedziemy.

 

 

Droga super, do momentu jak zaczęliśmy wspinać się po górskich drogach.

 

Zaczęło lać. I wiać. I to wiało konkretnie. Mama wysłała sms – skoki przełożone!!!

 

 

I tak chyba dwa razy jeszcze wysyłała te smsy bo my przedzieraliśmy się przez ścianę deszczu, najpierw szukając skoczni a potem miejsca pod nią.

 

Miejsca, żeby zaparkować. W końcu udało się i tu pojawił się mistrz świata na letnich oponach w śniegu po kolana.

 

Na parkingu od razu zebrała się grupka silnych panów która próbowała opanować kręcącego się w kółko mistrza świata.

 

W końcu mistrz świata odpuścił i zostawił auto na środku. Serio:)

 

Pobiegliśmy radośnie z strugach marznącego deszczu pod skocznię, gdzie wszyscy czekali i czekali i czekali…

 

 

Po godzinie skoczył. Przedskoczek. Jeden, drugi i trzeci.

 

I nic.

 

Czekamy dalej.

 

A ten deszcz leje. Wszyscy mokrzy. Dzieci przemoknięte ale szczęśliwie. Przynajmniej Kuba bo z radością tarzał się po śniegu.

 

Julka się nie tarzała, ale nie narzekała…

 

I nagle!!!

 

Skaczą!!!

 

 

Jeden prawdziwy skoczek, drugi ….Ja juz szaleję…ale super…suuuper

 

Maaammmooo!!! Może już pójdziemy do auta?

 

Eee Kuba serio???

 

Serio. Dziecko mokre, z nosa leci, rękawiczki cieknące….Masakra

 

Z boku zobaczyłam jeszcze jak skacze Noriaki Kasai i to wszystko.

 

Ale byłam na skoczni? Byłam?

 

Poczułam atmosferę nie tylko siedząc w fotelu? Poczułam.

 

Wydałam kasę na bilety? A jakże….

 

Jak już zjechaliśmy z gór mama wysłała sms – druga seria odwołana….

 

Tyle mojego;)

KOMENTARZE

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA