Lekarz

16.02.2018

Katar, gorączka i kaszel.

 

Masakra. W domu szpital.

 

Zawsze się bałam jak moje dzieci dostawały gorączki. Dopadała mnie wtedy totalna bezradność.

 

Ok – dajesz leki i czekasz aż minie- niby proste, ale moja wrodzona histeria i panika od razu podpowiadały mi obrazy drgawek, gorączki ponad

 

czterdziestostopniowej i ściętego białka w oczach…

 

Wiem – chyba trzeba mnie zastrzelić.

 

Grudzień zeszłego roku – w Strasburgu panował jakiś potworny wirus- dzieci w przedszkolu ubywało z każdym dniem – dopadło i Kubę.

 

Pierwszy, drugi, trzeci dzień – gorączka 38,0 stopni. Ja już w lekkiej panice, ale myślę sobie – spoko- 38 stopni to jeszcze nie dramat.

 

Tylko Kuba podejrzanie kiepsko wyglądał na te tylko 38,0 stopni…

 

Kupiłam nowy termometr…i tu zaczął się mój dramat. Bo stary pokazywał 38,0 stopni a nowy 40,0

 

i teraz – czy stary jest dobry czy nowy dobrze mierzy?

 

Dzięki Bogu następnego dnia Kuba wrócił do grona dzieci zdrowych i moje dylematy w naturalny sposób zakończyły swoje istnienie.

 

Do czasu…

 

Trzy dni temu – Kuba 40,0 stopni.

 

Tu warto powiedzieć o magicznym lekarstwie, które każda mama we Francji zna i zawsze ma w apteczce domowej – ja mam tego niezły zapas.

 

Dolipran. Lek na wszystko. Jak dziecko się źle czuje i wygląda niewyraźnie -dolipran.

 

Jak ma gorączkę – dolipran.

 

Jak trochę kaszle- dolipran.

 

Jak zaczyna mu się katar – hmm- zgadnijcie co;)

 

Zatem Kuba przy 40 stopniach dostał dolipran. Gorączka spadła na 3 godziny. Potem znowu – i tak cały dzień.

 

Następnego dnia – powtórka z rozrywki- tylko było jeszcze gorzej. 41,2 na termometrze i mały zaczął się lekko trząść.

 

Moje najgorsze wizje zaczęły się urzeczywistniać.

 

Nie wytrzymałam – poleciałam do doktora.

 

 

Wizyta u naszego lekarza- mamy do niego zaufanie bo leczy Kubę od prawie trzech lat – od naszego przyjazdu tutaj.

 

Kompletnie inne podejście do leczenia dzieci niż Polsce. Nie tylko nasz lekarz ale w ogóle tu się inaczej do tego podchodzi.

 

Gorączka? 38,00 to żadna gorączka.

 

40,0 stopni? Jak się dziecko nie pokłada to nawet nie dawać mu tak szybko lekarstwa na zbicie.

 

Drgawki – no są i miną.

 

Obejrzał Kubę, zbadał i wypisał…dolipran

 

I jeszcze Advil – to drugie cudowne lekarstwo, ciut mocniejsze i bardziej skoncentrowane na zbiciu gorączki.

 

Tak myślę, sobie e to podejście które trzy lata temu nie mieściło mi się w głowie – chyba się sprawdza.

 

Nie pakują w dzieci niepotrzebnej chemii, antybiotyków.

 

Wszystko jest przeprowadzane bardziej spokojnie, ja powoli pozbywam się mojej histerii.

 

Jest gorączka? Ok – organizm walczy z wirusem, z chorobą.

 

Za każdym razem ufałam naszemu francuskiemu lekarzowi i za każdym razem miał rację.

 

Co ważne tutaj – lekarze mimo umówionych wcześniej wizyt mają „wolne godziny” w ciągu dnia. Dla „nagłych przypadków”.

 

Dzieci z gorączką, takie które powinny być szybko obejrzane przez lekarza są zawsze przyjęte. Ja przynajmniej nie spotkałam się z niczym innym.

 

Jakie to ważne- mieć świadomość, że zawsze przyjmą twoje chore dziecko.

 

Chyba pora na Dolipran…gorączka znowu rośnie…

 

 

KOMENTARZE

ZOSTAW KOMENTARZ

GÓRA